SLAJDER WIOSNA

 

Wiosna przywitała nas w tym roku piękną pogodą, co mamy nadzieję wróży udanym sezonem. Zobaczymy czy niski stan wód pomoże w polowaniu na wodne potwory. Niebawem pojawią się wiosenne relacje z naszych wypraw.

Glinianki w Błoniu

6


W wędkarstwie najbardziej lubię, oprócz samego łowienia rzecz jasna, odkrywanie nowych miejsc. Frajda jest tym większa jeśli nowa miejscówka okazuje się rybna. Glinianki w Błoniu miały być właśnie takim bankowym miejscem, zwłaszcza, że relacji znajomych wynikało, że łowisko jest zadbane i  często zarybiane.
Ze względu na sporą presję wędkarską z Warszawy wyjechaliśmy przed 3:00 i na miejscu byliśmy jeszcze przed świtem. Dojazd do łowiska jest znakomity, a samochód można zaparkować na parkingu tuż obok pierwszego stawu. Wyjątkowo na naszą wyprawę nie zabraliśmy spinningów, bo nastawialiśmy się na liny i karpie. Ja zabrałem matchówkę i wędkę karpiową z wolnym biegiem, reszta uzbrojona była w spławikówki. Pierwsze godziny łowienia nie przyniosły nam jakiś oszałamiających wyników, a kilka krasnopiórek i dwa karasie nie wskazywały, że będzie lepiej.

11

W takich momentach człowiek zaczyna żałować, że nie zabrał ze sobą ukochanego spinningu, bo nawet nic nie łapiąc można się trochę poruszać. Kolejna godzina zmagań nie przyniosła większych zmian i wtedy nastąpił przełom! Szukając kanapki znalazłem w plecaku zabłąkaną gumę – różowy twister o długości 12 cm uzbrojony w 5g główkę, w sam raz na szczupaka, które tu podobno są. Tylko co by tu przerobić na spinning? Matchówka była trochę za długa, więc nie pozostało nic innego jak przezbrojenie wędki karpiowej. Pierwsze testy wypadają w miarę pomyślnie, to znaczy da się całkiem dobrze rzucać, z wyczuciem pracy przynęty jest  gorzej, no ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma – czas zacząć łowić na serio!

9

Jako cel obrałem niewielki staw z w miarę czystym dnem. Pierwsze 2-3 rzuty i coś chyba jest, jednak pewności nie mam bo sztywna, mocna wędka słabo przenosi drgania,  tylko kołowrotek jakby ciężej pracuje. I nagle na powierzchni zaczyna chlapać się całkiem przyzwoity okoń, który po chwili spina się i z uśmiechem na pysku odpływa. W pierwszej chwili czuję się lekko rozczarowany, no ale miałem kontakt z całkiem przyzwoitą rybą, więc może będą i kolejne. Szybko pobiegłem pochwalić się chłopakom, że moja karpiówka daje radę, w odpowiedzi otrzymałem jedynie ironiczny uśmiech… Ja się jednak nie zrażam i wolę machać ciężkim kijem niż siedzieć i łapać małe krasnopiórki. Wracam na „mój staw” i dalej katuję. Nie mija 15 minut jak na wędce melduje się szczupak, całe 20 cm. Teraz może być już tylko lepiej, szkoda tylko, że za godzinę musimy się zbierać.

4

Kolejne rzuty, leniwe szorowanie gumą po dnie i nagle łup! Szybki hol, bo mój sprzęt nie wymagał finezji i już mam w ręku wymiarowego szczupaka. Przy szybkiej sesji moi szanowni  koledzy z P.S. Teamu zmieniają zdanie i sami zaczynają żałować, że nie zabrali sprzętu do „jedynie słusznej metody połowu”. Wielkodusznie pozwalam Pawłowi trochę porzucać i biorę się za pakowanie. Tak jak i ja Paweł nie potrzebował zbyt wiele czasu na złowienie szczupaka, do wymiaru brakowało mu 2 cm ale i tak była to największa ryba jaką tego dnia złapał.
Wniosek wyprawy jest jeden – zawsze trzeba mieć przy sobie spinning i kilka dyżurnych przynęt!